ON BYŁ JAK NOCY SZEPT

OTWIERAŁ W NIEJ
OSTATNIE DRZWI
ODDAŁ JEJ WŁASNY CIEŃ
I MALIN SMAK
ZA KROPLE KRWI

JA WIEM KTO GO NAUCZYŁ TAK
CZYTAĆ W JEJ SNACH

STRACH JEJ ZDEJMOWAŁ Z RZĘS
DLA NIEJ CO NOC
WYMYŚLAŁ ŚWIT

A TERAZ CHODŹMY JUŻ...
WRACAJMY JUŻ...
NIC SIĘ NIE STANIE
NIC SIĘ NIE STANIE
JUŻ NIC

ONA ZE ZWYKŁYCH DNI
PISAŁA W NIM
KOLEJNY LIST

JA WIEM KTO JĄ NAUCZYŁ TAK
PRZY OKNIE STAĆ

I O CZYM MYŚLI WIEM
GDY MÓWI MI
ŻE TYLKO MNIE...

A TERAZ CHODŹMY JUŻ...
WRACAJMY JUŻ...
NIC SIĘ NIE STANIE
NIC SIĘ NIE STANIE
JUŻ NIC


Nadziei nie miał taki brzydki był

samotny bez przyjaciół
panicznie bał się luster witryn szyb
unikał ludzkich oczu

chciał poznać miłość ale wielki strach
zabraniał wciąż i krzyczał nie
choć bardzo pragnął poznać życia smak
znał tylko słabość tylko lęk

zabił wszystkie swe marzenia
przez całe życie
nikt nie otarł jego łez

lecz nie bój się bo w końcu przyjdzie ktoś
odnajdzie piękno w duszy twej
zapomnisz wtedy szybko czym jest lęk
w miłości znajdziesz życia sens