Ptasie skrzydła senne jeszcze

mokre pióra pachną deszczem
wszystko szare w szarym oknie
świat u drzwi cierpliwie moknie

może kiedyś wrócisz do mnie
puste miejsce w moim oknie
gdybyś chciał gdybyś mógł
oddać mi wolność twoich snów
przestrzeń lot swobodny lot

kiedy już odlecisz stąd
weź ze sobą wszystko wszystko to
świtu blask jasny ślad każdą wolną myśl
zostaw kroplę rosy zeschły liść

słońca blask odmierza drogę
wiem że musisz odejść tam
mgła oddziela nas swym progiem
ptasi świat i ludzki świat

dobrze wiem że tak ma być
wiem a jednak wolno mi
nazwać ptaka bratem swym


ON BYŁ JAK NOCY SZEPT

OTWIERAŁ W NIEJ
OSTATNIE DRZWI
ODDAŁ JEJ WŁASNY CIEŃ
I MALIN SMAK
ZA KROPLE KRWI

JA WIEM KTO GO NAUCZYŁ TAK
CZYTAĆ W JEJ SNACH

STRACH JEJ ZDEJMOWAŁ Z RZĘS
DLA NIEJ CO NOC
WYMYŚLAŁ ŚWIT

A TERAZ CHODŹMY JUŻ...
WRACAJMY JUŻ...
NIC SIĘ NIE STANIE
NIC SIĘ NIE STANIE
JUŻ NIC

ONA ZE ZWYKŁYCH DNI
PISAŁA W NIM
KOLEJNY LIST

JA WIEM KTO JĄ NAUCZYŁ TAK
PRZY OKNIE STAĆ

I O CZYM MYŚLI WIEM
GDY MÓWI MI
ŻE TYLKO MNIE...

A TERAZ CHODŹMY JUŻ...
WRACAJMY JUŻ...
NIC SIĘ NIE STANIE
NIC SIĘ NIE STANIE
JUŻ NIC