Ptasie skrzydła senne jeszcze

mokre pióra pachną deszczem
wszystko szare w szarym oknie
świat u drzwi cierpliwie moknie

może kiedyś wrócisz do mnie
puste miejsce w moim oknie
gdybyś chciał gdybyś mógł
oddać mi wolność twoich snów
przestrzeń lot swobodny lot

kiedy już odlecisz stąd
weź ze sobą wszystko wszystko to
świtu blask jasny ślad każdą wolną myśl
zostaw kroplę rosy zeschły liść

słońca blask odmierza drogę
wiem że musisz odejść tam
mgła oddziela nas swym progiem
ptasi świat i ludzki świat

dobrze wiem że tak ma być
wiem a jednak wolno mi
nazwać ptaka bratem swym


Nie mów nic tylko zawsze przy mnie bądz

cały świat tobą dzisiaj jest

tylko ty to jak odlot w biały sen
pragnę cię ciepła twoich rąk

zimny głos ciągle jeszcze goni mnie
stygnie krew kiedy mówisz nie

jesteś dla mnie białym deszczem
kroplą wody i powietrzem
narkotykiem kromką chleba
w twoich oczach moje niebo

chciałbym znów żyć od nowa kochać móc
ty powracasz wciąż w moim śnie
dziki głód moje nerwy targa ból
nie zapomnę już nigdy cię