Ktokolwiek widział ją

znaków szczególnych brak
ubrana była w stare dżinay
w przeciwdeszczowy płaszcz

była płaska jak deska
miała szesnaście lat
pokłute obie ręce
na ustach trawy smak

nic światu nie zrobiła
nikogo nie zabiła
kochała zapach łąk
ciepło splecionych rąk

niby taka jak wiele
niby taka ją inne
ale przecież jedyna
ale przecież niewinna

kiedy ją znaleziono
w żółtym podartym prochowcu
wyglądała jak żonkil
zapatrzony w nieboskłon

więc ciebie proszę panie
chodzący po rajskim ogrodzie
oszczędzaj żółte motyle
oszczędzaj kwiaty na głodzie


PACHNIAŁO DESZCZEM 

PRZEZ PARĘ CHWIL
NIE CHCIAŁEM BY RUSZAŁ CZAS
BYLIŚMY SAMI
A LUDZIE JAK WIATR
BEZ SŁOWA MIJALI NAS
I ODWRACAŁAŚ TWARZ
GDY CAŁOWAŁEM CIĘ
WIELKIEGO MIASTA TŁUM
ZA NAMI ZBIERAŁ SIĘ
MIJAJĄ NAS
ICH OBOJĘTNY CZAS
NIGDY NIE KOŃCZY SIĘ
MIJAJĄ NAS
NIE OBCHODZICIE MNIE
JESTEŚCIE TYLKO TŁEM

BYŁO NAM DOBRZE TAK
I JAK CZESKI FILM
OBCHODZIŁ MNIE CAŁY ŚWIAT
NIE SPIESZYLIŚMY SIĘ
I KOŃCZYŁ SIĘ DZIEŃ
A ONI MIJALI NAS
KOCHAŁEM SZEPTEM CIĘ
BY NIE SŁYSZELI SŁÓW
WCIĄŻ OBOJĘTNIE SZLI
I NIC NIE CZULI JUŻ

MIJAJĄ NAS
ICH OBOJĘTNY CZAS
NIGDY NIE KOŃCZY SIĘ
MIJAJĄ NAS
NIE OBCHODZICIE MNIE
JESTEŚCIE TYLKO TŁEM

BYŁO NAM DOBRZE TAK
I JAK CZESKI FILM
OBCHODZIŁ MNIE CAŁY ŚWIAT
NIE SPIESZYLIŚMY SiĘ
I KOŃCZYŁ SIĘ TEN DZIEŃ