Ktokolwiek widział ją

znaków szczególnych brak
ubrana była w stare dżinay
w przeciwdeszczowy płaszcz

była płaska jak deska
miała szesnaście lat
pokłute obie ręce
na ustach trawy smak

nic światu nie zrobiła
nikogo nie zabiła
kochała zapach łąk
ciepło splecionych rąk

niby taka jak wiele
niby taka ją inne
ale przecież jedyna
ale przecież niewinna

kiedy ją znaleziono
w żółtym podartym prochowcu
wyglądała jak żonkil
zapatrzony w nieboskłon

więc ciebie proszę panie
chodzący po rajskim ogrodzie
oszczędzaj żółte motyle
oszczędzaj kwiaty na głodzie


Tyle prawdy ile kłamstw

ile śmiechu tyle łez
ile zwątpień sięga gwiazd
tyle wiary w tobie jest
tyle marzeń ile snów
ile dobra w sobie masz tyle zła
ile pustych obcych słów
tyle gestów czułych znasz
w tobie mam złudzeń garść
niepewność chwil
zaklęć moc siły wiatr
i chęć by żyć
w tobie mam
nocy mrok i światło dnia
cienia chłód i słońca żar
kamień i serce
tyle strachu w oczach tkwi
ile się nadziej! tli w każdym z nas
i do przejścia tyle lat
ile wspomnień uśpił czas
we mnie masz złudzeń garść
niepewność chwil
zaklęć moc siły wiatr
i chęć by żyć
chcesz tego czy nie zrozum bywa tak
co od życia we?miesz życiu musisz dać
i kamień i serce