Ktokolwiek widział ją

znaków szczególnych brak
ubrana była w stare dżinay
w przeciwdeszczowy płaszcz

była płaska jak deska
miała szesnaście lat
pokłute obie ręce
na ustach trawy smak

nic światu nie zrobiła
nikogo nie zabiła
kochała zapach łąk
ciepło splecionych rąk

niby taka jak wiele
niby taka ją inne
ale przecież jedyna
ale przecież niewinna

kiedy ją znaleziono
w żółtym podartym prochowcu
wyglądała jak żonkil
zapatrzony w nieboskłon

więc ciebie proszę panie
chodzący po rajskim ogrodzie
oszczędzaj żółte motyle
oszczędzaj kwiaty na głodzie


Są chwile pełne gorzkich łez

są słowa które budzą gniew
kiedy to w co wierzysz nagle traci sens
są myśli których boisz się

znad krawędzi życia uciec nie ma gdzie
nikt nie poda ręki zapomniany gest
wszędzie słyszysz słowa które ranią cię
ty jednak musisz wierzyć że

każdy nowy dzień daje nam siłę

wiem bywają chwile tak już w życiu jest
gdy znajdujesz radość w sercu gdzieś na dnie
wiem co wtedy czujesz o czym wtedy śnisz
jak smakuje życie gdy

każdy nowy dzień daje nam siłę