Ktokolwiek widział ją

znaków szczególnych brak
ubrana była w stare dżinay
w przeciwdeszczowy płaszcz

była płaska jak deska
miała szesnaście lat
pokłute obie ręce
na ustach trawy smak

nic światu nie zrobiła
nikogo nie zabiła
kochała zapach łąk
ciepło splecionych rąk

niby taka jak wiele
niby taka ją inne
ale przecież jedyna
ale przecież niewinna

kiedy ją znaleziono
w żółtym podartym prochowcu
wyglądała jak żonkil
zapatrzony w nieboskłon

więc ciebie proszę panie
chodzący po rajskim ogrodzie
oszczędzaj żółte motyle
oszczędzaj kwiaty na głodzie


MOKREJ AUTOSTRADY BIAŁY WIERSZ

TAKSÓWKA ODWIÓZŁ MNIE NA BRZEG
ZAPACHEM WIATRU WRACAŁ NOWY DZIEŃ
I SMAK KOBIETY
NIEWIDZIALNEJ
NIEPOZNANEJ

ZA PLECAMI GDZIE? KOŁYSZE CIEBIE LONDYN
TWOJA NOC W MOIM DNIU
?WIAT SIĘ ZROBIŁ TAK DO SIEBIE NIEPODOBNY
NIE MA CIĘ WE MNIE JUŻ

DOBRZE ZNAM KAŻDĄZ DRÓG NA NIEBIE
JUŻ MAM JEDNĄ Z GWIAZD DLA CIEBIE

NIE CZYTAM DROGOWSKAZÓW JUŻ
SAM WOLĘ ZNALE?Ć SZLAK AŻ STĄD DO TWOICH UST
ZA PLECAMI GDZIE? KOŁYSZE CIEBIE LONDYN
TWOJA NOC W MOIM DNIU

DOBRZE ZNAM KAŻDĄ Z DRÓG NA NIEBIE
JUŻ MAM JEDNĄ Z GWIAZD DLA CIEBIE
NIEWIDZIALNĄ
NIEPOZNANĄ