Ktokolwiek widział ją

znaków szczególnych brak
ubrana była w stare dżinay
w przeciwdeszczowy płaszcz

była płaska jak deska
miała szesnaście lat
pokłute obie ręce
na ustach trawy smak

nic światu nie zrobiła
nikogo nie zabiła
kochała zapach łąk
ciepło splecionych rąk

niby taka jak wiele
niby taka ją inne
ale przecież jedyna
ale przecież niewinna

kiedy ją znaleziono
w żółtym podartym prochowcu
wyglądała jak żonkil
zapatrzony w nieboskłon

więc ciebie proszę panie
chodzący po rajskim ogrodzie
oszczędzaj żółte motyle
oszczędzaj kwiaty na głodzie


Kiedy jestem sam

Przyjaciele są daleko, daleko, ode mnie, ode mnie
Gdy mam wreszcie czas dla siebie

Kiedy sobie przypominam
Dawne dobre czasy
Czuję się jakoś dziwnie, dzisiaj noc jest
czarniejsza

Oprócz błękitnego nieba
Nic nam dzisiaj nie potrzeba

Gdzie są wszystkie dziewczęta
Które kiedyś tak bardzo, tak bardzo kochałem,
kochałem
Kto z przyjaciół pamięta, ile razy dla nich
przegrałem

W gardle zaschło mi
I butelka zupełnie, zupełnie już pusta, już pusta
Nikt do drzwi już dzisiaj nie zapuka

Oprócz błękitnego nieba ...

Oprócz drogi szerokiej, oprócz góry wysokiej
Oprócz kawałka chleba, oprócz błękitu nieba
Oprócz słońca złotego, oprócz wiatru mocnego

Oprócz błękitnego nieba ...