Ktokolwiek widział ją
znaków szczególnych brak
ubrana była w stare dżinay
w przeciwdeszczowy płaszcz
była płaska jak deska
miała szesnaście lat
pokłute obie ręce
na ustach trawy smak
nic światu nie zrobiła
nikogo nie zabiła
kochała zapach łąk
ciepło splecionych rąk
niby taka jak wiele
niby taka ją inne
ale przecież jedyna
ale przecież niewinna
kiedy ją znaleziono
w żółtym podartym prochowcu
wyglądała jak żonkil
zapatrzony w nieboskłon
więc ciebie proszę panie
chodzący po rajskim ogrodzie
oszczędzaj żółte motyle
oszczędzaj kwiaty na głodzie
Some people must think
That salvation will last forever
Uncountable prayers didn't buy the spark.
Cult centuries dirty places and fool-mystic gadgets
Face to face with your God
We've got a preacher from my yard
He wants to help my sin
Paper catches fire so easily
But don't forget life must be a sacrefice
But don't forget life must be true
Hey guys listen to my voice
Cause God doesn't live inna Roma
Tak często mijam na ulicy cię,
Spod stóp umyka mi twój cień.
Deszcz całuje twoją twarz.
Imię twoje śpiewa wiatr.
Lekkim krokiem płyniesz poprzez morze głów
l wiem, że jesteś sama nawet tu.
Gdy patrzę w twoje okno
Jest już całkiem ciemno.
Bardzo tego pragnę
Byś była wreszcie ze mną obud? się i spójrz
Jestem tu ...
Tak często mijam na ulicy cię,
Spod stóp umyka mi twój cień.
Byliśmy dziś na plaży
Razem, lecz osobno.
Bardzo pragnę tego byś była choć raz ze mną.
Odwróć się i spójrz
Jestem tu ...